Słońce wyszło zza chmur i od samego rana ogrzewało naszą małą plażę na Jeziorem Driviaty. Korzystaliśmy z przyjaznej aury budując zamki z piasku, pływając w czystych wodach oraz karmiąc podpływające białe łabędzie i wszędobylskie mewy. Po południu nadszedł deszcz.
Jeszcze słowo o kuchni białoruskiej. Zasadniczo nie przywiązuję wagi to walorów kulinarnych odwiedzanych miejsc, ale tutaj jakość jedzenia, kunszt jego przygotowania i różnorodność przyciąga uwagę i to mocno. Przez cztery dni nad jeziorami jedliśmy niesamowicie wyszukane dania składających się z naturalnych wiejskich serów, grzybów zbieranych w okolicznych lasach, naleśników z borówkami, krabów, delikatnej wołowiny, świeżych warzyw i owoców i mnóstwa produktów niedostępnych już w naszym kraju, gdzie większość produktów przypomina te serwowane w fastfoodach.
Wieczorem zrealizowaliśmy główny plan przyjazdu nad jeziora brasławskie – ruszyliśmy do okolicznych lasów z naszym przewodnikiem prowadzącym niezawodne auto marki UAZ. Safari trwało około trzech godzin i przez ten czas udało nam się zobaczyć łosie, lisy, sarny, zające, mnóstwo bocianów, kunę, sowę i żaby. Lasy na obrzeżach Brasławia są pełne zwierząt. Kiedy wracaliśmy było już zupełnie ciemno, a Dawid z Hanią smacznie spali.


